Gichin Funakoshi, czyli ojciec współczesnego karate

To  właśnie dzięki niemu karate stało się tak popularne na całym świecie. On sam nauki pobierał u mistrzów Ankō Azato i Yasutsune Ankō Itosu, a zdobyte umiejętności przekazywał dalej. Pod jego czujnym okiem pobierali nauki tacy mistrzowie jak: Hironori Otsuka (wado-ryu), Masutatsu Ōyama (kyokushin) czy Hidetaka Nishiyama (karate tradycyjne). Sam określany jest mianem „ojca współczesnego karate”. Kim jest ten słynny mistrz, o którym chcemy dzisiaj opowiedzieć? To Gichin Funakoshi.

Krótka biografia mistrza

Gichin Funakoshi urodził się 10 listopada 1868 roku w Shuri, dzisiejszym Naha, a zmarł 26 kwietnia 1957 roku. Nie sposób pominąć faktu, że od wielu pokoleń rodzina Funakoshiego była związana z pracą w administracji i należała do uprzywilejowanej kasty shizoku, tworzonej przez byłych samurajów. Ponadto dziadek ze strony ojca (Gifuku) był znanym konfucjańskim uczonym. Dzięki nauczaniu etyki konfucjańskiej córki głowy wspomnianego klanu i przyjaźni z jej ojcem, udało mu się zaoszczędzić znaczną sumę pieniędzy. Ojciec przyszłego mistrza Funakoshiego (Gisu) był ekspertem walki kijem (bojutsu) oraz urzędnikiem niskiej rangi. Niestety jego nałóg alkoholowy doprowadził do utraty rodzinnego majątku. Wszystko to sprawiło, ze dobrze zapowiadająca się sytuacja majątkowa przyszłego mistrza legła w gruzach. Przez swoją biedę nie ożenił się aż do dwudziestego roku życia. Ówcześnie był to wiek mocno zaawansowany do ożenku, co aktualnie trudno nam sobie w ogóle uzmysłowić.

Wspomnieć należy, że Gichin Funakoshi już w chwili narodzin nie miał łatwego startu. Był wcześniakiem, jedynym synem swoich rodziców, dzieckiem chorowitym, delikatnym, kruchym. Wychowywali go dziadkowie ze strony matki. Był bardzo zamknięty w sobie i skryty. Wydawać by się mogło, ze jego kiepska kondycja zdrowotna nie mogła przynieść pozytywnych efektów w nauce karate, którą mu zasugerowano. Okazało się być zupełnie odwrotnie, choć początkowo trenował je bez przekonania. Jednak jak sam przyznawała pod koniec swojego życia, to właśnie znaczną poprawę kondycji zdrowotnej zawdzięczał właśnie karate. Treningi sprawiły, że nigdy nie musiał chodzić do lekarzy i cieszył się naprawdę dobrym zdrowiem, choć nikt by się tego nie spodziewał. Dziadek, który bardzo się o niego troszczył, nauczył go chińskiej klasyki konfucjańskiej. Gichin Funakoshi w szkole podstawowej zaprzyjaźnił się z synem mistrza karate Ankō Azato. Warto wspomnieć, ze ówcześnie obowiązywał zakaz praktykowania karate, przez co, treningi odbywały się nocą i w głębokiej tajemnicy.

Gichin Funakoshi w małżeństwie okazał się być szczęśliwy, gdyż żona wspierała go w jego pasji, a z czasem pod jego wpływem także zaczęła trenować karate. Przez wiele lat małżeństwa doczekali się  czterech synów: Giei (Yoshihide) Funakoshi, Giyu (Yoshihio) Funakoshi, Gigō (Yoshitaka) Funakoshi, Geiketsu Funakoshi oraz dwóch córek: Tsuru i Uto. Jeden z synów, Gigō (Yoshitaka) Funakoshi zdobył uznanie jako karateka.

Przyszły mistrz, by móc zdawać egzaminy do szkoły medycznej w Tokio, dopuścił się sfałszowania swojej metryki urodzenia, gdzie zmienił datę na rok 1870. Co prawda dostał się do niej, ale zrezygnował ze studiowania z powodu sprzeciwienia się jego rodziny wobec rządowego wymogu obcięcia chonmage.  Chonmage to charakterystyczne uczesanie, pochodzące jeszcze z czasów samurajów. Te zmiany sprawiły, że musiał obrać inną drogę edukacji i kariery, dlatego też postanowił zostać nauczycielem i po zdaniu egzaminów kwalifikacyjnych zatrudniono go w 1888 roku na stanowisku asystenta nauczyciela. Warto dodać, że i tym razem przed podjęciem pracy musiał obciąć chonmage. Dla niego samego nie stanowiło to większego problemu, w przeciwieństwie do wyraźnego sprzeciwu jego rodziny., co, w przeciwieństwie do poglądów jego rodziny. Pracując w szkole nie porzucił karate. W ciągu dnia pracował, zaś nocami trenował. W chwili, kiedy uzyskał kolejny stopień awansu zawodowego, został przeniesiony do Naha, co sprawiło, że mógł więcej czasu poświęcać na trening. Z czasem również zaproponowano mu w pracy kolejny awans, na co nie wyraził już zgody, gdyż wiązałoby się to z kolejnym przeniesieniem, a tym samym utratą kontaktu ze swoimi mistrzami. Co więcej – około 1921 roku całkowicie zrezygnował z pracy w szkole, gdyż zmuszony był zaopiekować się matką.

Zamiłowanie do karate

W tym właśnie roku, 1921, na stałe wyjechał z Okinawy do Japonii i tu rozwijał sztuki walki. Dopiero po wieloletniej pracy nad propagowaniem sztuki walki, w roku 1936, Społeczny Komitet Wspierający Karate ofiarował mistrzowi budynek, w którym założył pierwsze oficjalne dojo, czyli miejsce do ćwiczeń. W chwili odbierania tego budynku, Gichin Funakoshi niemało się zdziwił, gdyż nad salą pojawiła się nazwa Shōtōkan. Słowo to oznaczało „dom, siedzibę falujących sosen”. Miało to związek z tym, że samego Funakoshiego nazywano Shōtō, co oznaczało „falujące sosny”. Wspomnieliśmy o tym, ze propagował on karate, a opierało się to na różnego rodzaju pokazach oraz wydawaniem książek. Zatem określenie „falujące sosny” było po prostu jego pseudonimem literackim. Co więcej,  słowo „shōtō” można w tym wypadku rozumieć jako „szum wiatru wśród falujących sosen”, zaś „kan” oznacza budynek, siedzibę, obszerne pomieszczenie, czy po prostu pawilon. W taki wiec sposób przyjęła się nazwa stylu i zarazem Szkoły Karate-do Shotokan. Dodać jednak należy, że określenie to nie wywołało w mistrzu wielkiego entuzjazmu. Uparcie twierdził, że  karate jest jedno, a dzielenie go na poszczególne style nie godzi się i stanowił po prostu wypaczenie.

„Nie wystarczy walczyć jak lew, lecz należy zawsze i bez wyjątku opowiadać się po stronie sprawiedliwości” – powtarzał mistrz. Nieustannie podkreślał on, że podstawowym celem treningu karate jest podsycanie w sobie ducha pokory, najważniejszej ze wszystkich postaw człowieka.

W tym momencie musimy dodać, że koniec XIX wieku był bardzo trudnym okresem dla Japonii, gdzie ubóstwo materialne było powszechne. Biedę cierpiał również Funakoshi. Pewnego dnia niósł po manjū, taki rodzaj ciasteczek przeznaczone do złożenia na ołtarzu domowym ojca jego żony. Nagle drogę zastąpili mu rabusie, ale byli oni wielce rozczarowani na tak marny łup. Mistrz nie bronił się, oddał ciasteczka bez wahania, co z pewnością wielu zaskoczy. Nie ulega wątpliwości, że jako znawca sztuk walk, mógł bez żadnej trudności poradzić sobie z rabusiami, a z wielką pokorą potraktował napastników, pozdrawiając ich na drogę. Po powrocie opowiedział przygodę swoim dwóm mistrzom, u których pobierał nauki. Ci zapytali, co w takim razie zaniósł żonie, a mistrz odparł, że przyniósł serce przepełnione modlitwą. Dla nauczycieli byłą to ogromna radość i znak, że Gichin Funakoshi  w pełni zrozumiał na czym polega karate.

„Karate nie jest sztuką agresji”

Dodać należy, że Funakoshi zawsze twierdził, iż „karate to przede wszystkim unikanie przemocy” oraz dodawał: „Trenujcie po to, żebyście byli słabi, w tym tkwi siła”, „zwycięstwo w pojedynku o nieistotne sprawy jest głupotą!”, „uderzyć człowieka za to, że jest głupcem, oto dopiero głupota!”.

Niezaprzeczalnie Gichin Funakoshi był niezwyciężonym mistrzem. Ponadto propagował aktywnie karate do końca swych dni, pozostając niesłychanie sprawnym fizycznie. Co więcej – sprawy moralne zawsze stały u niego przed samą nauką techniki, dlatego też taką postawę przekazywał swoim uczniom. I taką postawę zaszczepiał swoim uczniom. Jednak raz w życiu, w wieku 80 lat, obezwładnił rabusia ulicznego, czego nie mógł sobie wybaczyć do końca życia. Na jego pośmiertnym obelisku w świątyni Enkaku-ji poświęconej pamięci twórcy współczesnego karate, widnieje napis: Karate ni sente nashi, który oznacza, że „Karate nie jest sztuką agresji”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.